Aktualnie na stronie:
5 gości
|
|
| Dorożka, modelki i pępkowe. O urodzinach Schulza przed laty w Lublinie • 03-07-2010 |
Ulicami Starego Miasta jechała dorożka z Brunonem Schulzem i modelkami, przed nią - kapela torująca muzyką drogę na deptak. Tak było w 2002 roku, kiedy w Lublinie obchodzono urodziny Schulza w sposób niezwykle widowiskowy.
Pomysł zrodził się spontanicznie w gronie znajomych i przyjaciół prof. Władysława Panasa. Uzyskano formalną zgodę na przejazd dorożki po ulicy Grodzkiej i po deptaku na Krakowskim Przedmieściu. Orszak schulzowski ruszył spod Bramy Grodzkiej i Szerokiej 28 - do Piwnicy Rycerskiej na Krakowskim Przedmieściu, która stała się miejscem artystycznej biesiady. Tutaj zagrano spektakl, malowano wielki obraz, fotografowano się w strojach z epoki, czytano fragmenty „Sklepów cynamonowych", raczono się trunkami.
W rolę Mistrza z Drohobycza wcielił się artysta Jerzy Zyśko, postacie muz modelek grały dwie piękne dziewczyny - brunetka Ewa Haponiuk i blondynka Ewa Koziara. Ich przejazd dorożką wywołał sensację tym bardziej, że poprzedzała go grająca różne melodie kapela zespołu Kaniorowców.
Tak było w Lublinie przed ośmiu laty, na 110 urodziny Brunona Schulza. Ale o specjalnym uczczeniu urodzin pisarza i artysty z Drohobcza, myślano już wcześniej.
Poniżej publikujemy dwa teksty, które ukazały się w Gazecie Wyborczej w Lublinie. W lipcu 2001 roku - „Schulzowi na urodziny. O związkach Brunona Schulza z Lublinem", i z 2002 roku - krótki wywiad z prof. Władysławem Panasem pod tytułem „Pamiętamy i chcemy pamiętać".
Schulzowi na urodziny. O związkach Brunona Schulza z Lublinem
Tekst autorstwa Grzegorz Józefczuka ukazał się w Gazecie Wyborczej Lublin przed dziewięciu laty, czyli w dniu 12 lipca 2001 roku.
Dziś są urodziny Brunona Schulza, a Lublin jest miastem schulzologów. Do jednego ze znawców Schulza ktoś przyniósł list od Dory Kacnelson. "Obecnie jestem w Drohobyczu. U nas wielkie nieszczęście. Skradziono freski Schulza (...). Jestem bardzo zmartwiona. Mam teraz 80 lat."
Tworzy po śmierci
- On tworzy po śmierci - mówi tajemniczo prof. Władysław Panas, który jest niepokonany w penetracjach mistycznych wątków twórczości Brunona Schulza. - Dorobek ma wprawdzie wielki, ale nie stoją za nim tomy. Więc to, co się teraz dzieje w Drohobyczu, to także jakaś jego twórczość...
Dziś, 12 lipca są urodziny Brunona Schulza. Gdyby żył życiem fizycznym, biologicznym, miałby 109 lat. Dziś też są imieniny Brunona.
Schulz nie miał związków biograficznych z Lublinem, jeżeli już, to raczej z Chełmem. We Lwowie studiował razem z Zenonem Waśniewskim, późniejszym współtwórcą chełmskiej "Kameny". I w "Kamenie" ukazało się kilka tekstów Schulza; jeden z tych tekstów zachował się do dziś w rękopisie, przetrwał dzięki Waśniewskiemu - i jest to w ogóle jedyny zachowany rękopis Schulza.
W Lublinie mamy natomiast wyraźne, aktywne środowisko schulzologów, środowisko naukowe obudowane bogatą sferą pasjonatów, którzy nie pozwalają zapomnieć o Schulzu - i te ich działania są również znaczące w skali kraju. Trzon wspomnianego środowiska tworzą prof. Władysław Panas z Katedry Teorii Literatury KUL i Małgorzata Kitowska-Łysiak z Katedry Teorii Sztuki i Historii Doktryn Artystycznych KUL. Oto króciutka ich wizytówka. Władysław Panas, który Schulzowi poświęcił wiele artykułów oraz "Księgę blasku. Traktat o kabale w prozie Brunona Szulza", przygotował do wydania następną książkę - "Bruno od Mesjasza. Rzecz o dwóch ekslibrisach oraz jednym obrazie i kilkudziesięciu rysunkach Brunona Schulza". Małgorzata Kitowska, historyk sztuki, nie tylko pisze o Schulzu - pod jej redakcją wydano "Ad memoriam. Bruno Schulz 1982-1942" - zorganizowała również kilka jego wystaw.
- Można zatem mówić o pewnym ośrodku - nie bez dumy podkreśla Władysław Panas. Tym bardziej że plany, zamierzenia na rok 2002, kiedy przypada 110. rocznica śmierci i 60. rocznica urodzin, są bardzo poważne. Będzie to cały, półroczny cykl zdarzeń realizowanych pod roboczym tytułem "W lustrze pamięci. Bruno Schulz 1892-1942", na który złoży się wielka sesja naukowa i szereg imprez kulturalnych, w tym m.in. wystawa na Zamku w Lublinie, projekcje filmów, wydawnictwa.
List na szarym papierze
Kiedy w polskich mediach pojawiły się sensacyjne doniesienia o kradzieży malowideł Brunona Schulza z "willi Landaua" w Drohobyczu, Dora Kacnelson napisała pewien list. Tak naprawdę listów napisała wiele, odbyła wiele spotkań, interweniowała gdzie mogła, gdyż - jak to pisze w niepublikowanym artykule Małgorzata Kitowska - Dora Kacnelson i Alfred Schreyer, uczeń Schulza, są w Drohobyczu "wiernymi admiratorami" Schulza, "faktycznymi strażnikami pamięci o nim". Dora Kacnelson, polonistka i archiwistka, to postać znana w akademickich i kulturalnych środowiskach Lublina, była tu na stypendiach, właśnie w Norbertinum ukazuje się jej książka o Mickiewiczu.
Więc ten list, pisany 29 maja tego roku, dotarł w nieznanych bliżej okolicznościach na biurko prof. Władysława Panasa w jego pokoju na KUL. Szary papier. Taki pewnie był pod ręką. Pod drżącą ręką.
"Szanowny i Drogi Panie Profesorze. Zawsze wspominam wspaniałą pracę Pana Profesora o kabale u Schulza. Kabałę znał świetnie mój ojciec Berl Kacnelson (stryjeczny brat słynnego pisarza i pomocnika Ben Guriona w Izraelu, też Berl Kacnelson).
Ja wyemigrowałam do Berlina z mężem jako Żydówka, ale obecnie jestem w Drohobyczu do 15 czerwca. U nas wielkie nieszczęście: 25 maja skradziono freski Schulza z b. willi Landau razem z częścią ściany. Złodziei przyprowadził zastępca mera miasta Taras Metyk oraz kierownik działu kultury drohobyckiej administracji Mikoła Michać. Metyk jest członkiem partii KUN (Kongres Ukraińskich Nacjonalistów), którym kieruje w Kijowie Jarosława Stećko, wdowa po banderowskim oficerze. Malunki wycięto razem z częścią ściany. Tam mieszka Mikoła Kałużny (prywatne mieszkanie, ulica Tarnawskiego 14). Z powodu przyjścia naczelników z merostwa, musiał otworzyć złodziejom. (...)
Jestem bardzo zmartwiona. Mam teraz 80 lat. Może Pan Profesor poda wiadomości te do jakiejkolwiek gazety (można podać moje nazwisko, ja się nie boję."
Pamiętny rok 1992
We wspomnianym artykule Małgorzaty Kitowskiej, zatytułowanym "Duchy górnych i dolnych sfer", autorka polemizuje z wypowiedziami przedstawicieli Yad Vashem, w tym z ich "wyrzutami", iż nikt w Drohobyczu nie interesował się Schulzem i jego spuścizną. Kitowska podkreśla, że między innymi wysiłek lubelskich środowisk podważa argumentację Yad Vashem. Przypomina zatem, że w 1992 roku, ogłoszonym przez UNESCO Rokiem Brunona Schulza, drohobycki Instytut Pedagogiczny przy współpracy strony polskiej, a głównie lubelskiego Ośrodka "Brama Grodzka - Teatr NN", zorganizował sesję naukową z udziałem ukraińskich, amerykańskich i polskich schulzologów, a materiały z niej ośrodek wydał po ukraińsku pod tytułem "Powernenia. Bruno Schulz 1892-1942", co było próbą popularyzacji wiedzy o Schulzu w tamtejszych środowiskach. Sesja była częścią obchodów Dni Schulzowskich w Lublinie.
W roku 1992 przypadała 100. rocznica urodzin i 50. śmierci autora "Sklepów cynamonowych". W listopadzie, w ramach wyjazdu na sesję, Tomasz Pietrasiewicz zmobilizował wszystkich najlepszych polskich schulzologów. Zmieścili się do dwóch autokarów. - Wyjazd był zdarzeniem wiodącym tej imprezy, może nie w sensie merytorycznym, naukowym, ale wydarzeniowym, rodzajem pielgrzymki - podkreśla Władysław Panas. Wspomina: - Mieszkałem w hotelu z widokiem na synagogę. Do domu Schulza weszliśmy za pół litra. Szukaliśmy ulicy Schulza, była, była gdzieś na peryferiach, zrobiona tak na odczep się, nawet taksówkarz nie wiedział, gdzie.
Planowano zorganizować wtedy w Drohobyczu wystawę, jednak nie doszła do skutku, zresztą po części z powodów zrozumiałych.
- Muzeum Literatury w Warszawie nie chciało wypożyczyć prac, gdyż trudno było uzyskać gwarancje ich eskorty i ochrony na Ukrainie, w Drohobyczu - mówi Tomasz Pietrasiewicz, szef Ośrodka w Bramie Grodzkiej.
- Bruno Schulz nigdy nie miał żadnej wystawy w Drohobyczu - podaje Panas.
Lubelska pielgrzymka do Drohobycza stała się głośna, jednak po latach zapomniano, kto ją zorganizował, a splendor przypadł innym.
Robert Kuwałek, który w Lublinie specjalizuje się w historii Żydów, wspomina, iż w Drohobyczu był tylko raz.
- Schulz to dla mnie eksponat literacki XX wieku. Jestem historykiem. Ale jeździłem w okolice Truskawca i raz w Drohobyczu byłem. Chciałem zobaczyć ulicę, którą Schulz opisywał jako ulicę Krokodyli. Połaziliśmy po ulicy Pańskiej, ulicy Nafciarzy. Zauroczyła mnie tamtejsza architektura secesyjna.
Są i jeszcze inne, niebanalne wątki lubelskiego zainteresowania Brunonem Schulzem. Grzegorz Linkowski, reżyser dokumentalista, nakręcił dwa filmy o Drohobyczu, śladach Schulza i o Schulza uczniu z drohobyckiego gimnazjum - Alfredzie Schreyerze. Leszek Mądzik, twórca Sceny Plastycznej KUL, sprowadził ostatnio do swej lubelskiej galerii przy Rynku 8 fotografie autorstwa Witkacego, na których - w sławnych scenkach - pozuje Schulz. A paręnaście lat temu zorganizował wystawę rysunków samego Schulza. Henryk Kowalczyk, twórca Teatru Scena 6, prowadzi w Lublinie Fundację Sztuki im. Brunona Schulza. A! A restauracja Szeroka 28 na Grodzkiej, na Starym Mieście w Lublinie, miała początkowo nazywać się Sanatorium Pod Klepsydrą. Nie pretendujemy tu do podania pełnego indeksu zdarzeń pod hasłem "Schulz a Lublin", to tylko jedne z wielu śladów naszej pamięci o Brunonie Schulzu i jego dziele.
- Dziś urodziny Schulza. O urodzinach nikt nie pamięta. 12 lipca to martwy sezon, naukowcy się rozjeżdżają, artyści wakacjują. W ogóle, z Schulzem jest tak, że nacisk położony jest na śmierć. Nie przypominam sobie, aby ktoś coś robił w jego urodziny - zastanawia się Władysław Panas. - A imieniny? To znamienne. Rodzina przejęła katolicki zwyczaj nadawania imion z dnia urodzin. Brunon to imię chrześcijańskie, chodzi o św. Brunona z Kfwerfurtu, biskupa i męczennika.
Specjalne poszlaki
Prof. Władysław Panas nie byłby sobą, gdyby nie miał w zanadrzu jeszcze poniekąd specjalnych poszlak, dowodzących związków Brunona Schulza z Lublinem, miastem, w którym nigdy nie był. - Czechowicz i Schulz zginęli w takiej samej odległości od miejsca urodzenia. Z tolerancją do paru metrów. To motyw zatoczenia koła, koła życia.
Robert Kuwałek nie pasjonuje się Schulzem, ale dodaje coś dziwnego, zaskakującego: - Przypominam sobie, że kiedy wywołałem film z pobytu w Drohobyczu, okazało się, że nie wyszły mi żadne zdjęcia. Były jakieś ściemnione. Ani dom, pod którym zginął, ani żadne zdjęcie z cmentarza żydowskiego, ani żadna synagoga, które mnie interesowały. Wyszły cerkwie i kościoły.
- Ha! Ja też nie mam zdjęć - kiwa głową Władysław Panas.
GRZEGORZ JÓZEFCZUK
ROZMOWA Z PROF. WŁADYSŁAWEM PANASEM. PAMIETAMY I CHCEMY PAMIĘTAĆ.
Rozmowa ukazała się w Gazecie Wyborczej Lublin w dn. 13 lipca 2002 r.
Tylko w Lublinie obchodzono wczoraj 110. rocznicę urodzin Brunona Schulza.
GRZEGORZ JÓZEFCZUK: W jaki wymiar wpisać wczorajsze obchodzone w Lublinie urodziny Brunona Schulza?
WŁADYSŁAW PANAS: - Było to wydarzenie przynajmniej dwuwarstwowe. W pierwszej warstwie, i pewnie niektórzy tak będą urodziny oceniać, warstwie rozrywkowej, było to spotkanie towarzyskie, gdzie Schulz był pretekstem; pretekstem mógłby być ktoś inny, dowolny. Ale jest i druga, głębsza warstwa: przypomnienie dzieła i osoby wielkiego artysty Brunona Schulza. Dlaczego właśnie Schulza, nie trzeba się zastanawiać. Bo był wielkim artystą.
Z pewnością niektórzy mogą się dziwić, że urodziny obchodzono w Lublinie. Co sprawiło, że pojawił się taki pomysł?
- Dlaczego akurat w Lublinie? Jak się robi coś, co ma charakter przypomnienia i nie jest działaniem rutynowym, odpowiedź może być tylko taka: pamiętamy, chcemy pamiętać i kochamy. Dlaczego dostaje się prezenty od kogoś i daje się komuś? Ponieważ są ludzie, którzy pamiętają i mają swoje powody. My w Lublinie mamy takie swoje powody. To nie przesada, jest w Lublinie środowisko naukowe, do którego sam się zaliczam i które współtworzę - pozwolę sobie na nieskromność w tym momencie - od lat badając dorobek Brunona Schulza, jego życie, epokę. Lecz jest i powód szerszy, kulturowy. Schulz w Lublinie jest obecny od kilkunastu lat, już od końca lat 80. Przypomnę, że Leszek Mądzik zrobił wystawę kilkudziesięciu rysunków Schulza, na setną rocznicę urodzin Schulza Teatr NN wywiózł dwa autokary schulzologów na konferencję do Drohobycza. Są i plastycy nawiązujący w jakiś tam sposób. To przykłady. Więc mamy na tyle obszerne środowisko, i naukowe, i kulturowe, że mamy kim zagospodarować taką imprezę, jak urodziny.
Rozmawiał: Grzegorz Józefczuk |
|
| autor: ola | skomentuj (0) | drukuj |
| |

BRUNO SCHULZ (1892-1942)
ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ
|